Kachetia - najsmaczniejszy i najwinniejszy rejon Gruzji - tak twierdzi Timur, dziś znów za kołkiem, przewodzący mieszczuchom z Polski w wędrówce ku podniebiennym doznaniom. Kilka słów o morale, w naszym mniemaniu pozostające w stanach dość wysokich notowań. Jednak wśród facetów zdanych na siebie choćby tylko na kilka dni rodzą się drobne nieporozumienia, które wspólna biesiada skutecznie łagodzi. Ale dość o tym, bo wczorajszy wpis to zjawisko szczerze przedstawił, a i szkoda tracić czas ( połówka gruzińskiej wyprawy juz za nami) na utyskiwania. Na razie przeciskamy się ruchliwa Drogą Wojenną do Telawi - stolicy słonecznej Kachetii. Jazda slalomem między wielkimi ciężarówkami przychodzi nam bez trudu, Timur, tak jak inni Miejscowi, doskonale sobie radzi w tych ekstremalnych warunkach drogowych, nie powiem - czasami respektując przepisy kodeksu. Dotarliśmy do Pomnika Przyjaźni Gruzińsko - Radzieckiej. 70 - metrowy kolos w kształcie okrągłej otwartej z jednej strony formy do ciasta górujący nad przepaścią. Wystrój rustykalny, obrazuje podobieństwa folklorystyczne - stroje, motywy muzyczne, małą architekturę - między Rosją a Gruzją. Styl monumentalny mocno ogranicza wyobraźnię widza zwłaszcza wobec dość jednoznacznie nadwątlonych relacji gruzińsko - rosyjskich.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz