Staram się każdą chwilę wykorzystać na pogłębianie naszego zaangażowania w dobre przygotowanie się do wyjazdu. Pomocny w tym jest mój zacny kolega Kordas, którego skaptowałem do roli gruzińskiego eksperta z racji naszych ubiegłorocznych wojaży. U Iwonki i Roberta pojawiliśmy się w charakterystycznych gruzińskich czapeczkach w 30 - stopniowym upale wyjątkowo niekomfortowych.
Omówiliśmy program pobytu właściwie w zachodniej części Gruzji. Robert i Wiesław, i Stachu - mój brat - będą po raz pierwszy w tej części świata, my z Kordasem liznęliśmy odrobinę tej kulturowo - geograficznej egzotyki. Wyczuwalny niepokój przed wyjazdem staram się osłabić rzeczowymi i konkretnymi informacjami; a to o ekwipunku na wyprawę, a to o ilości gaci i koszulek, a to o trasie i czekających nas niespodziankach klimatyczno - turystycznych ( bo przecież Góry Gomborskie i Dolina Truso to obszar górzysty o wysokiej amplitudzie temperatur, Udabno z kolei powita nas klimatem pustynno-stepowym, natomiast Park Krajobrazowy Lagodekhi to dżungla i teren o dużej wilgotności powietrza ).
Ze smutkiem śledziłem spustoszenie, jakie poczynili moi koledzy w opróżnieniu buteleczki po gruzińskiej coca coli, w której Wojtek przyniósł czaczę - trofeum z naszego ubiegłorocznego pobytu w Kazbegu. Hmmm ... na pamiątkę - pustą zabrał z powrotem a my skupiliśmy się ochoczo na pieczeniu kiełbasek, cóż do tej obozowej kuchni powinniśmy się przyzwyczaić.
Ze smutkiem śledziłem spustoszenie, jakie poczynili moi koledzy w opróżnieniu buteleczki po gruzińskiej coca coli, w której Wojtek przyniósł czaczę - trofeum z naszego ubiegłorocznego pobytu w Kazbegu. Hmmm ... na pamiątkę - pustą zabrał z powrotem a my skupiliśmy się ochoczo na pieczeniu kiełbasek, cóż do tej obozowej kuchni powinniśmy się przyzwyczaić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz